
Przesiadka z Medal of Honor na własnoręcznie malowane figurki
Sentyment z odzysku: Od monitora do figurek
W zeszłym roku, jakoś w czerwcu, odpaliłem aplikację EA Games (dawny Origin), żeby przejrzeć bibliotekę. Odgrzebałem starocia – Medal of Honor Pacific Assault. Niewiele myśląc, przeszedłem całość. Oldschool pełną gębą, ale zabawa była przednia. Sentyment to potężne narzędzie marketingowe, bo kilka tygodni temu trafiłem na zestaw startowy Bolt Action: Island Assault! (3. edycja) w przyzwoitych pieniądzach. Nie mogłem się powstrzymać.
Pudełko przyleciało, a ja – mimo że jeszcze go nie rozpakowałem – już domówiłem dodatkową ramkę US Marines i dwie ramki Japończyków. Dopiero co otworzyłem zestaw, ale plan jest prosty: będzie malowane, a potem grane. To naturalna kontynuacja tego, co przeżyłem przed monitorem.
Mam jeden logistyczny ból głowy: jeszcze nie rozkminiłem, jak usprawnić upload zdjęć bez upierdliwego zgrywania na laptopa, optymalizacji i ręcznego pchania na serwer. Jak tylko ogarnę ten flow, będę częściej wrzucał to, co mam na warsztacie offline.
Medal of Honor: Pacific Assault – klasyka, która nie bierze jeńców
Dla tych, co nie kojarzą: to FPS z 2004 roku osadzony w realiach wojny na Pacyfiku. Wcielasz się w Tommy"ego Conlina i przechodzisz drogę od Pearl Harbor, przez Guadalcanal, aż po desant na Tarawie. W przeciwieństwie do europejskich części serii, tutaj liczy się walka w pierwszej linii i akcje drużynowe.
Kilka faktów z pola walki:
- Krew i realizm: Pierwsza gra z serii, która pokazała krew oraz realistyczne obrażenia. Koniec z ugrzecznioną wojną.
- System dowodzenia: Rewolucyjne jak na tamte czasy celowanie przez muszkę i wydawanie prostych rozkazów drużynie (ogień osłonowy, naprzód).
- Misja lotnicza: W środku shootera dostajesz segment z pilotowaniem SBD Dauntless. Rzadki widok w tamtych latach.
- Brak sequela: Gra kończy się w 1943 roku zapowiedzią długiej drogi do Tokio, ale kontynuacja nigdy nie powstała.
Gra na poziomie Realistic potrafi przerazić intensywnością. Mimo lat na karku, silnik id Tech 3 z fizyką Havok nadal "dowozi" klimat.
Bolt Action: Island Assault! – Pacyfik na Twoim stole
Ten starter to dwuosobowe wejście w system bitewny Bolt Action (skala 28 mm). Skupia się na kampanii "island-hopping". W pudle masz wszystko: armie, pojazdy, teren i zasady. To idealny przeskok z gry wideo na makietę.
| Element | Zawartość zestawu |
|---|---|
| Piechota | 12 Marines USA + 12 Żołnierzy Cesarskiej Armii Japońskiej |
| Pojazdy | M3A1 Half-track oraz czołg Chi-Ha |
| Tereny | Ruiny azjatyckiej chatki z MDF i 2 stanowiska "spider holes" |
| Akcesoria | Podręcznik zasad, kości, markery, booklet z misjami dostępny online bo, w pudełku nie znalazłem. |
Dlaczego ten zestaw robi robotę?
- Ekskluzywny teren: Tylko tutaj dostajesz ruiny azjatyckiej chatki z MDF i "spider holes". Kluczowe do budowania klimatu dżungli.
- Kompletne armie: Figurki są multipose – składasz je z Thompsonami, karabinami, a nawet legendarnymi "minami na kiju".
- Szybki start: Booklet tutorialowy pozwala rozegrać pierwszą bitwę w 30 minut po otwarciu pudełka.
Z monitora na stół: Dlaczego warto wejść w ten starter?
W MoH kończyłeś na Tarawie jako pojedynczy żołnierz. W Bolt Action stajesz się dowódcą całego plutonu. Przechodzisz z perspektywy "Tommy"ego" do zarządzania ludźmi, którzy mają przetrwać te same banzai-szarże i dżunglowe zasadzki.
Przewaga startera nad "składakiem":
- Kontynuacja kampanii: Masz dokładnie te same jednostki i umocnienia, które widziałeś w grze. Nie musisz niczego zgadywać.
- Taktyka na sterydach: Mechanika wydawania rozkazów z FPS-a tutaj staje się fundamentem rozgrywki opartej na rzutach kośćmi i mierzeniu dystansu.
- Ekonomia: Pełna gra to stosy książek i pudełek za fortunę. Starter to ułamek tej ceny, dający 100% klimatu Pacyfiku bez zbędnej waty.
Po Medal of Honor nie chcesz "całej wojny". Chcesz dżungli, desantów i walki o każdy metr piachu. Ten zestaw to najkrótsza droga, by zostać generałem na własnym stole.